poniedziałek, 23 grudnia 2013

Boże Narodzenie

"A stało się to wszystko, aby się wypełniło Słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami." [Mt 1. 22-23]





Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie,
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata płynie
kolęda na okarynie:
Lulajże, Jezuniu...

Konstanty Ildefons Gałczyński



Na nadchodzący czas Bożego Narodzenia, oraz na cały najbliższy rok
 życzę Wam
błogosławieństwa i ogromu łask od Bożej Dzieciny,
Spokoju i nieustającej wiary w Moc Miłości 
Naszego Pana

Rylka z Rodziną

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Skrzydła anioła * (aktualizacja)

Wczorajsza niedziela, zaczęła się dla nas wcześnie. Wojtuś miał służbę na 7.00 rano, więc pobudka była niewiele później jak na roraty. Natomiast w popołudniowej części, dla mnie upłynęła pod hasłem "strój aniołka". 
Tomek w najbliższy piątek ma w przedszkolu jasełka. Występuje w roli aniołka. Pani wystosowała prośbę o przygotowanie stroju. No i z tego powodu tworzyłam wczoraj skrzydła anioła.:) W sumie jestem zadowolona z efektu. Zrobiłam je z tektury, czterech kartek zwykłego papieru A4, białej bibuły i szerokiej białej gumy. Dodatkowe pomoce, to nożyczki, klej do papieru, igła i biała nić. Dorzucę zdjęcia, jak tylko je zrzucę z aparatu. To jest pięciolatek, więc uznałam, że nie będę szykowała mu nie wiadomo jakiego stroju. Tym bardziej, że będą to jasełka grupowe, a nie ogólnoprzedszkolne. Reszta stroju, to będzie biała bluzeczka, białe rajstopy, opaska z gwiazdką na czoło.
Poza tym musieliśmy usiąść z mężem wieczorem (jak już wszystkie pociechy zasnęły), domówić temat gwiazdkowych prezentów i przygotować listę spraw do ogarnięcia w tym tygodniu. Skończyliśmy na tyle późno, że rano mój kochany Małżonek, ze zmęczenia, przysnął na roratach (takie sytuacje mu się nie zdarzają). Z resztą, Wojtek z powodu późnego wyjścia z domu dzisiaj na roratach nie służył.
Dzisiaj natomiast codzienne i dodatkowe sprawy do ogarnięcia. :) Czas goni, a są rzeczy, które zrobić trzeba mimo, że na święta wybieramy się do Rodziców. Np. będziemy lepić uszka z grzybami (robię je wcześniej i mrożę). Poza tym, chciałam zrobić kartki na święta. Niestety nie dla wszystkich, ale przynajmniej dla naszych Dziadków, a pradziadków naszych dzieci. Pomysł już mam, efekty zamieszczę jak najszybciej się uda.
Zmykam.:)

* Jednak szatkę dla mojego Anioła zrobiłam.
Oto zdjęcie skrzydeł i Aniołka.:)




piątek, 13 grudnia 2013

Kozaki

W nawiązaniu do wczorajszego przypadku szkolnego, dzisiaj zdarzyła się taka oto sytuacja. 
Wojtuś, po czterech lekcjach wraca ze szkoły - o dziwo nadzwyczaj szybko, jak na jego powroty. Już w drzwiach zaczyna się skarżyć, na buty i stwierdza, że chyba nie swoje wziął bo są "jakieś luźne bardzo". Patrzę, a on w kozakach tego samego modelu - owszem - ale o cztery numery większych.:) Mówię mu - Synu, ty kogoś innego buty założyłeś - najpewniej kogoś z trzeciej klasy (mają wspólną szatnię z klasą trzecią). Musisz iść i zamienić. Zaczął mi tłumaczyć, że nie znajdzie, albo się pomyli i poprosił mamusię by to załatwiła. On popilnuje braciszków, na pewno nic się nie stanie.
Poszłam i zamieniłam. W szatni stały jego butki. Zastanawiam się o czym on myślał, jak je nakładał... Dobrze, że szkoła tak blisko domu. Zajęło mi to dosłownie 5 minut. A buty już podpisane, by nie doszło do kolejnej pomyłki.:)

czwartek, 12 grudnia 2013

Flet i strój gimnastyczny;)

Dziś mam dzień, w sumie jak co dzień.;) Ale jakoś bardziej daje w kość.
Wkurza mnie ciągłe ogarnianie mieszkania, którego po godzinie (gdzie tam!), po 15 minutach nie widać. Mam ochotę wtedy warczeć ze złości. Ciągle coś.
Planuję sobie zdania do wykonania i ledwie się wyrabiam. Każda czynność jest skutecznie przerywana w innej nagłej potrzebie. Wiem, że to normalne przy takiej rodzince, ale czasem potrafi wkurzyć. Bo czas, który sobie skrzętnie gospodaruję, ciułam w minutkach pojedynczych, by móc na moment przysiąść i zrobić coś dla siebie jest mi zręcznie "wydzierany".
Choćby dzisiaj. Dzwoni moje dziecię najstarsze, po pierwszej swojej lekcji, ze łzami w głosie, że fletu zapomniała. Ja krzątam się jeszcze w stroju "wieczorowym", bo nie planowałam wychodzić. Super. No i co robię? Ekspresem przebiórka, biegiem do szkoły z bezcennym instrumentem (z myślą w głowie, że jej powiem co o tym myślę, jak wróci ze szkoły, i że to pierwszy i ostatni raz). Pukam, wchodzę do klasy, zamieniam dwa zdania z panią, przekazuję przedmiot i na odchodne słyszę: "Zdążyła pani w samą porę, ale nic by się nie stało, jakby Wercia dzisiaj nie miała fletu, bo ona już ma wszystko pozaliczane" - słowa pani M. z uśmiechem. Uśmiecham się, wychodząc spoglądam na córę, która przepraszająco się uśmiecha. "Ekstra" - myślę. Owszem, cieszę się, że uczy się piosenek i zalicza granie w pierwszych terminach, ale z fletem lecieć musiałam.:-]
Jest mały plus z tej porannej przebieżki. Znalazłam przy portierni,  w pudle rzeczy zagubionych, worek do w-f naszego pierwszoklasisty, któremu to zaginał w akcji i na ostatnich zajęciach powiedział pani, że nie ma stroju, bo: "mama mu nie dała". Cóż, jak zwykle wszystkiemu winna mama.
Miłego dnia życzę.

piątek, 6 grudnia 2013

Ciasteczka a'la Pieguski

W tym tygodniu robiłam do szkoły dla Wojtusia ciasteczka na kiermasz świąteczny, który odbędzie się w sobotę. Oczywiście znaleziony gdzieś kiedyś na jakiejś ulotce i spisany przepis zmodyfikowałam. Szczerze polecam, bo ciasteczka wychodzą pyszne. Swym wyglądem i smakiem przypominają "Pieguski".
 
Oto składniki:
1 kostka miękkiego masła (lub margaryny)
1 szklanka cukru
1 jajko
2,5 szklanki mąki
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka sody
1,5 tabliczki gorzkiej czekolady
1 szklanka orzechów włoskich

Przygotowanie:
Czekoladę kroimy w kostkę, orzechy siekamy, ale dosyć grubo. Następnie ucieramy masło z cukrem, dodajemy jajko i mieszamy. Dodajemy mąkę, sodę, sól i znów mieszamy. Na końcu dodajemy orzechy i czekoladę.
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury około 200°C. Z masy robimy kuleczki wielkości orzecha włoskiego. Układamy je na blaszce w odstępach dosyć sporych, ponieważ ciasteczka w trakcie pieczenia "rozpłyną" się. Pieczemy około 15-20 minut.

Ja ten przepis nieco zmodyfikowałam, bo: dodałam kakao (1 łyżka stołowa), cynamon (1 łyżka stołowa), zamiast orzechów włoskich (nie miałam w domu) dałam płatki migdałów i ziarna słonecznika. Czekolady dodałam niecałą tabliczkę, również dlatego, że tylko tyle miałam. Ciasteczka po upieczeniu są chrupkie, nie za słodkie. Dzieciom bardzo smakowały. Ich dużym plusem jest fakt, że szybko się je robi. Z tej ilości wyszły dwie blachy ciasteczek.
Smacznego!

czwartek, 5 grudnia 2013

Adwent

Zaczął się grudzień. 
U nas bardzo przyjemnie, bo w weekend mieliśmy gości. Czteroosobową rodzinkę Przyjaciół z Warszawy.:) Dzieci uszczęśliwione, my także, chociaż zawiedzeni jesteśmy z jednego powodu. Mianowicie faktem, że wizyta trwała tak krótko. Ale cóż, obowiązki codzienności nie pozwalają obecnie na dłuższe wizyty. 
Zaczął się ADWENT.
Każdy z nas w sercu rozważył i podjął swoje postanowienie adwentowe. Poza tym, w tym roku zdecydowaliśmy się na budowanie przez okres Adwentu "łańcucha dobrych uczynków". Karteczki z imionami zawisły na panelu przy oknie, karteczki na oczka łańcucha przygotowane w pudełeczku razem z klejem i długopisem.:) Każdy z nas, za dobry uczynek, przyczepia do swojej karteczki z imieniem jedno oczko łańcucha. Później połączymy wszystko razem. Mam nadzieję, że do świąt będziemy mieli pokaźny łańcuch.
Zaczęły się również RORATY.
W naszej parafii są codziennie o godz. 6.30, poza czwartkiem (17.00) i sobotą (8.00). Wercia i Wojtek już trzeci rok podejmują ten wysiłek i wstają rano, by na 6.30 być w kościele. Tomek w tym roku stwierdził, że też będzie chodził, ale dobudzić go rano nie sposób.;) Na razie wybrał się tylko dzisiaj.
Nie było okazji wspomnieć, że 23 listopada we wspomnienie św. Tarsycjusza, nasz Wojtuś został "Kandydatem na ministranta". Na kandydata przystępował jako jedyny. Oprócz niego było jeszcze kilku chłopców do kołnierza, czyli ślubowali na ministrantów. Póki co Wojtek jest zachwycony faktem, że został kandydatem. W sumie ksiądz zrobił dla niego wyjątek, bo jest jeszcze przed Komunią Świętą, a zwyczajowo dopiero po Komunii można "startować" na ministranta. Ksiądz przeprowadził z nim dosyć długą rozmowę, po której stwierdził, że się nadaje.
Żeby nie było za łatwo, Wojtek - jako, że jest już kandydatem na ministranta - ma służbę dwa razy w tygodniu poza niedzielą. Wczoraj, gdy byliśmy wieczorem na służbie dostałam reprymendę od księdza (opiekuna ministrantów) za to, że Wojtek nie służy, a na roraty chodzi. "Miejsce ministranta jest przy ołtarzu" - usłyszałam. Więc dzisiaj już służył, jutro także zamierza.
W najbliższych dniach dorzucę zdjęcie z jego pierwszej służby w dniu zaślubin.
Oto nasze zdjęcie...
...i dwa zdjęcia ze strony naszej parafii:
http://www.piusx.cba.pl/images/P1016481.JPG
http://www.piusx.cba.pl/images/P1016487.JPG

A teraz zmykam spać, bo jutro roraty i masa innych obowiązków.:) Dobrej nocy!

sobota, 16 listopada 2013

Cienie dawnych lat - Karen Robards

 
Pierwsza książka jaką przeczytałam autorstwa Karen Robards, a napisała ich sporo. 
Świetny kryminał/thriller. Wciąga od pierwszych stron. Trzyma w napięciu, plastyczne opisy sprawiają, że odczucia głównej bohaterki są "namacalne".

Akcja rozgrywa się na wyspie Pawleys. Główną bohaterką jest Nicole Sullivan, dziennikarka, która przyjeżdża na wyspę by zrobić reportaż o historii sprzed 15 lat. Żeby było ciekawiej, Nicole pochodzi z wyspy. Do rozwikłania zagadki zamierza wykorzystać "medium" (którą jest jej matka). Więcej nie zdradzę.
Z czystym sumieniem polecam!:)


*żródło zdjęcia: http://www.ksiazkinet.pl/310-357-thickbox/cienie-dawnych-lat-karen-robards.jpg

wtorek, 22 października 2013

Gentleman - You Remember

Dzisiaj gra w mojej głowie... :)

 
 Gentleman - You Remember
When we used to write letters
and we never used to send text messages
you remember

When there was no facebook no youtube
never invalid the colleges
you remember

that technology’s a good thing
but many misuse it
and creak pies damages

the future is so great
but we can’t forget the past

I’m passionate about this memory I got this feeling
question to the letters and me ask dem what dem deathin’
see sah that the world need a spiritual headin’
what the youths that we leavin’
cyberspace take dem mind only that dem a believein’
the elders get bitter dem stop from teachin’
mites from the youths then how you ago reach him
tell me how you ago reach him

we remembering the past if there was in past
just remember seh there wouldn’t see no future
so I say said it with all costs on your behalf
just like how Christ death the youths ya
that’s just a moment in time to mesmerize your mind
you better at knowledge the truth ya
if your asperthe is crime you keep bring mankind
then your own weapon will shoot

Seh the good things in the past
no everything change everybody move fast
And youth see dem like dem all dem lost
Everybody wanna be a rebel we don’t a case

When we good have sound and the road
that sound everybody good a road rebel bouts
No detentions so high like it one touch the sky
dem a plan no fi try get you own

Many risk misuse (deleted)
The cases (deleted)
dem fi no life …

Any children used to listen to the teach
now the children dem a gwan dem have the teacher out the class
The missue it keep up good morning
no dem even questions to ask
but you climbing the youth got you now no the truth
these no one to well dem stick to the pasthy 

Polecam spojrzeć gdzieś na polskie tłumaczenie.:) 

wtorek, 8 października 2013

Ślubowanie

I po ślubowaniu. Teraz Wojtuś jest już 100% uczniem.;-) Zadowolony z tego bardzo.

Cała ceremonia przebiegła bardzo sprawnie, okraszona pewną dozą humoru w wykonaniu Pana Dyrektora.:-)


Był też krótki występ pierwszaków po ślubowaniu. Wesoła piosenka o literkach i inscenizacja ze Smerfami wkraczającymi w świat nauki uświetniły uroczystość.

Nasza dziatwa, która była na ślubowaniu (wszyscy oprócz Tomeczka, ten był w przedszkolu), spisała się doskonale. Wercia miała lekcje później, więc udało się jej uczestniczyć w uroczystości. Tak oto uczestniczyli chłopcy w całym zdarzeniu, Franek...
...i Marcinek.:)

 Nie mogłam się powstrzymać.;-) Tutaj jeszcze nasz Pierwszak na rozpoczęciu roku szkolnego...

... i w ławce szkolnej.



Tyle króciutko i na szybko.

czwartek, 3 października 2013

Już październik, a ja milczę...

A milczę najzwyczajniej dlatego, że nie mam siły i czasu usiąść do pisania. Pisać jest o czym.
Wercia i Wojtek w szkole, czwarta i pierwsza klasa, więc trzeba doglądać - szczególnie pierwszoklasistę, bo potrafi tworzyć. Piękne rzeczy.;)
Tomek do przedszkola i codziennie rano marudzenie, bo nie ma siły wstawać, choć samo przedszkole lubi.
Marcinek ma tydzień przygód. Niekoniecznie przyjemnych. W poniedziałek musieliśmy na pogotowie i do dentysty jechać, bo potknął się schodząc po schodach i uderzył buzią w szczebel metalowy od barierki schodów. Jedynka zwichnięta - opis chirurga, ale chyba do uratowania będzie. W najbliższych dniach się okaże. W każdym razie w najbliższy poniedziałek jeszcze ponowna kontrola u dentysty by ocenić, czy ząb ocalał (jest ryzyko obumarcia). 
Dzisiaj Franek kończy 2 miesiące. Rośnie zdrowo, wczoraj był pierwszy raz na spacerze w nosidełku. Jest silny, dużo leży i śpi na brzuszku, więc główkę trzyma ładnie. To nosidełko, to z przyczyn praktycznych było, bo nie miałam siły targać gondoli z czwartego piętra. Był zadowolony, nawet się zdrzemnął. Jedyne co go drażniło, to powiewy wiatru, bo bidulek wstrzymywał wtedy oddech. 
A ja cóż... Też mam gorsze dni. O godzinie ósmej wieczorem czuję się zmęczona jakby była co najmniej jedenasta. Brakuje mi siły, w ciągu dnia łapie mnie kryzys i najchętniej poszłabym wtedy spać, a tu się nie da. Kręgosłup do tego daje popalić. Niestety nie mam innej opcji, w postaci choćby babci czy cioci do pomocy, więc muszę "dać radę". Na szczęście stan ducha na tyle dobry, że mimo trudów fizycznych, jeszcze daję radę. 
Głowa rodziny też pada z nóg. Z powodu naszych wspólnych niedomagań nie ma jak porozmawiać, by chociaż na bieżąco obgadać ważne tematy. Jest tylko wymiana informacji. Liczę, że w weekend nadrobimy.
O "dolegliwościach" szarej codzienności nie będę pisać, bo nie warto. 
Jutro u Wojtusia ślubowanie pierwszoklasistów. Postaram się coś "wrzucić". Liczę, że uda mi się zrobić jakieś zdjęcia.
Pozdrawiam serdecznie zaglądających tutaj "Ludzików". :)


środa, 26 czerwca 2013

A-ha Angel In The Snow



A-ha Angel In The Snow
Angel, angel or so
Wherever you may go
Hmm, yeah...
I'll follow
Wherever you may go

And always will I be there
Shake worries from your hair
Hmm, yeah...
I'll be there
Always

Angel, angel or so
Wherever you may go
Hmm, yeah...
I'll follow
Wherever you may go

You're my angel in the snow
You're my angel in the snow

Autor: Paul Waaktaar-Savoy


Balsam dla ucha. Przepadam za tym utworem. Ma trochę lat, ale cały czas brzmi przepięknie... :)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Dzień Ojca

Wczorajszy Dzień Ojca zbiegł się u nas z Mszą Św. na rocznicę Komunii Świętej Weroniki. Podwójny powód do świętowania.
Na początek poszliśmy na 10.30 do Kościoła. Potem pyszny obiad, po nim deser w postaci sernika na zimno (opiszę go niebawem w oddzielnym poście). 
Zrobiliśmy sobie sjestę poobiednią, a następnie wybraliśmy się całą familią na spacer. Zazwyczaj takie wyprawy odbywają się bez aparatu, czego potem żałujemy. Lecz wczoraj udało się go nie zapomnieć i tym sposobem mamy trochę wspólnych fotek.:)
Zanim wyruszyliśmy, w domu padły miny miesiąca, co widać poniżej. Myślę, że Marcin i Wercia, tym razem, pobili Tomka i Wojtka o głowę...;)


A tutaj już na spacerze. Rzadko udaje nam się zrobić zdjęcia w komplecie. Zazwyczaj któreś z naszych dzieci gdzieś "umyka" przy robieniu zdjęcia.:)
Mamy to szczęście, że mieszkając w mieście, jednocześnie jesteśmy otoczeni nieużytkami (spowodowanymi przez szkody pokopalniane), po których można się włóczyć niczym po łąkach.
Uchwycony w ostatniej chwili odlatujący bażant.:)


Tutaj tworzony z cieni totem indiański. Jak widać, po chwili nasza uwaga była już skupiona na "czymś" zupełnie innym.


Poniżej mama i tata.:)
 Kroczący w oddali Tomek, gdy zobaczył to zdjęcie zanosił się na swój widok śmiechem.

 Tutaj z kolei kilka naszych "zdobyczy" z dziedziny botaniki.;)
A na koniec spaceru, w drodze powrotnej, takie piękności spotkaliśmy. Dzieci były zachwycone tymi różami!
Na koniec czyszczenie stóp z piasku i drobnych kamyków. Pora do domu.:)

Jak wróciliśmy, od razu kąpiel. Marcinek padł w szlafroku, bez kolacji. Reszta ekipy również szybko oddaliła się na spoczynek. Mama i tata także...
Życzyli byśmy sobie więcej takich dni...:)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Kakao

Ostatnio z mężem doszliśmy do wniosku, że wybryki naszych dzieci "przyłapane" powinniśmy fotografować, a potem krótką notką upamiętniać. Zważywszy, że dzieje się wiele. Przy czwórce dzieci prawie codziennie są sytuacje warte zapamiętania.:)
Piszę to w kontekście chociażby minionego tygodnia. We wtorek przed południem, Marcinek wysypał pół pudełka kakao. Stało się to w momencie, jak Wercia zbierała się do szkoły. Zrobił to ewidentnie dla zabawy, sądząc po efekcie, sypał nim jak piaskiem w piaskownicy. Przyłapany, był niesamowicie z siebie zadowolony. Pół kuchni było w pyle kakaowym. On sam cały pod prysznic. We mnie złość, że świeży zapas do pudełka wsypany i już połowy nie ma. Ale nic - trudno. Do tego, dodatkowa praca, bo trzeba to "draństwo" dokładnie wysprzątać, a w ósmym miesiącu ciąży - wiadomo. Do tego w czasie mycia tłumaczenie dwulatkowi, że nieładnie postąpił, że teraz będą mieli mniej kakao do picia, itd..
Tego samego dnia, po powrocie chłopców z przedszkola dalszy ciąg. Zajęłam się rozwieszaniem prania na suszarce. Robiłam to w dużym pokoju z powodu deszczowej pogody. W tle słyszałam perlisty śmiech Marcinka i Tomka. Nawet sobie pomyślałam, że pięknie się bawią w pokoiku (tam byli gdy szłam z praniem), skoro tak się chichrają... Lecz wtedy przyszedł do mnie Wojtek, którego widocznie śmiechy chłopców też zainteresowały i powiedział do mnie: "Mamo, a wiesz, że Marcin z Tomkiem w kuchni rozsypują kakao?" Masakra. Wchodzę i co widzę? Tomek stoi w odległości około pół metra od Marcinka siedzącego na blacie kuchennym, z pustym już pudełkiem kakao w dłoniach. Obydwaj przeszczęśliwi. Tomek częściowo oprószony, Marcin ponownie cały w pyle kakaowym. Kuchnia oczywiście też w kolorach brązu. Mi już ciśnienie podskoczyło na sam widok kuchni. Szybkie rozbieranie z ubrań, po czym dostali ode mnie nakaz udania się do swojego pokoju z zakazem wychodzenia do póki nie pozwolę. W tym czasie córka wraca ze szkoły i zastaje kuchnię ponownie w kakao. Do tego pytanie: "Jeszcze od rana to kakao tutaj?"... Wrr. Tłumaczę, że to drugie zdarzenie. I znów czyszczenie kuchni. Zapach kakao odczuwalny do wieczora...:) Teraz to mi trochę żal, że nie uwieczniłam tego co tam się działo... 
Z perspektywy, sam widok był przezabawny.:)

wtorek, 21 maja 2013

Piernik od Mamy

 Składniki:
3 szklanki mąki
1 łyżka sody oczyszczanej
1 łyżka kakao
przyprawa do piernika (1/2 paczki)
1 szklanka cukru kryształu
½ kostki margaryny
½ lub ¾ szklanki miodu
zapalanka
1 szklanka jogurtu (chudej śmietany lub mleka zsiadłego)
1 lub 2 jaja

Zapalanka: cukier (2-3 łyżki) praży się na patelni, po czym dodaje się wodę (około ½ szklanki).

Jako polewę najczęściej stosuję rozpuszczoną czekoladę. Jedną mleczną i pół gorzkiej podgrzewam w rondelku z łyżką śmietany kremówki. Smaruję na jeszcze ciepłym pierniku i zostawiam do wystygnięcia.

Przygotowanie:
1. Mąka + soda + kakao + przyprawa do piernika - wymieszać.
2. Margarynę rozkręcić z cukrem, dodawać jogurt, miód, zapalankę i jajko, w trakcie dodawać składniki z pozycji "1".
Całość przelać do dwóch podłużnych blaszek. Piec około 45 minut w temperaturze 160 - 170 stopni C. (Piekarnik przeze mnie użytkowany, to piekarnik gazowy).

Bardzo prosty i szybki przepis. Nasze dzieci się tym piernikiem zajadają. Plusem jest fakt, że to ciasto może postać i nie traci na smaku. Szczerze polecam.:)

sobota, 18 maja 2013

...

Sobota rano.
Ostatnie dni przebiegły dosłownie. 
Marcinkowe szczepienie, mój lekarz i kilka innych tematów mamy za sobą. Wczorajszy festyn afrykański w przedszkolu już za nami. Dzisiaj jestem jak przysłowiowa dętka. Mam tak co kilka dni. Wiem, że to normalne, bo nie da się wyłączyć z życia codziennego, a przemęczony organizm też potrzebuje wytchnienia.
Dzisiejszej nocy minęło dwa lata jak urodził się Marcinek. Oficjalnie, z tortem będziemy świętować za tydzień. Uroczystość przełożona ze względu na nieobecność Werci, poza tym Dziadkowie przyjadą. Tak patrzę na niego i nie mogę się nadziwić, że to już dwa lata. Minęło momentalnie.:)
W środę Wercia dostała od nas list na zielonej szkole. Wahaliśmy się czy pisać, bo doszły nas słuchy, że poczta dochodzi z dużym opóźnieniem. Ale zaryzykowaliśmy. Polecony priorytetowy "wyszedł" we wtorek rano a w środę już dotarł do celu - modelowo!;) 
Najzabawniej było "zapełnić" ten list treścią. Już tak dawno nie pisałam tradycyjnych listów, że jak usiadłam przed kartką to pojawiła się pustka. Do tego prawie codziennie kilka słów przez telefon. Wszystko wiadomo na bieżąco... ale udało się. Chwila namysłu i list o tym, czego tutaj, nie będąc przy nas, nie może zobaczyć. Dziecko zadowolone, my również. Jak Wercia zadzwoniła w środę wieczorem, to usłyszałam, że z całej klasy tylko dwie osoby dostały listy - ona i jeszcze jeden chłopiec. Miło, bo po latach będzie to wspominać z czułością.:)
Ok, zmykam do codzienności.:)

poniedziałek, 13 maja 2013

Zielona szkoła

Już mija tydzień, jak Wercia pojechała na "zieloną szkołę". Dwa tygodnie nad morzem.
Póki co zadowolona. Dzwoni codziennie, opowiada co robiła, co jadła, w co się ubrała.:) Zapewne jeszcze więcej opowiadania będzie po powrocie. Wiem przynajmniej, że dziecię szczęśliwe i zadowolone.
Ja natomiast planowałam "nadgonić" kilka tematów, ale póki co marny efekt. Idzie wolniej niż zakładałam.
Jutro może uda się zrealizować wszystko co zaplanowane. Między innymi pobranie krwi (którego szczerze nie znoszę) oraz szczepienie Marcinka (znów odwleczone).
Ja natomiast zaokrąglam się pięknie, nasze maleństwo chyba obecnie trenuje kopanie, bo daje się z tym mocno we znaki.:) Ale co tam, przeżyję!

Tłucze mi się po głowie pewien utwór dziś. Może komuś się też spodoba. Przepiękna piosenka.:)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Sałatka ryżowa z szynką i pieczarkami



Składniki:
200 g ryżu białego
7-8 dużych pieczarek
350 g szynki (może być konserwowa, lub jakaś lepsza szynkowa wędlina)
kukurydza konserwowa (puszka)
szczypior (lub łagodna cebula)
Sos:
jogurt naturalny (3 łyżki stołowe) / majonez (2 łyżki stołowe)
łyżeczka musztardy
sól, pieprz


Przygotowanie tej sałatki jest szybkie i proste. 
Ryż gotujemy i studzimy. Pieczarki parzymy i kroimy w kostkę wielkości ziarna kukurydzy. Szynkę również kroimy w kostkę. Szczypior (lub cebulę) siekamy. Wszystkie składniki mieszamy na sucho, po czym dodajemy sos. Dobrze jest jak sałatka chwilkę postoi przed podaniem, bo dzięki temu składniki "przegryzą" się z sosem.:)


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Lato w Jagódce - Katarzyna Michalak


Książka świetna, jeśli chcemy się odprężyć i przeczytać coś z lekkością. Ta książka, to taka trochę bajka osadzona w naszych czasach.
Gabrysia - główna bohaterka, to osoba naładowana pozytywnie i zarażająca takim podejściem do życia, pomimo swej niepełnosprawności.
Proponuję sięgnąć i poczytać. Do odprężenia idealna, czyta się "migiem", z przyjemnością.




* źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/resources/1/4916-n-a.jpg

czwartek, 11 kwietnia 2013

Aktywacja:)

Ostatni post opublikowany w grudniu - w Adwencie, a tu już po Wielkanocy. 
Cisza, która zaległa była spowodowana moją "niedyspozycją", po prostu starczało sił tylko na to, co niezbędne i najważniejsze. Ale będzie lepiej, bo już siły powróciły na tyle, by się aktywować i na blogu.:)
Kilka słów wyjaśnień. Otóż moja niedyspozycja wynika z faktu, że spodziewamy się piątego dzieciątka. Pierwszy trymestr był na tyle wyczerpujący, że tutaj całkowicie zamilkłam. Drugi trymestr już za pasem. Nie powiem, że teraz jest już gładko i lekko, ale jest trochę łatwiej. Przynajmniej nudności i dolegliwości z nimi związane ustąpiły. Jest chroniczne zmęczenie, które chyba jest przewodnie w tej ciąży. Ale czemu się dziwić, przy czwórce dzieci dom pełen jest zajęć, jest co robić...

Dziękuję tym, którzy mimo mojego milczenia ciekawią się co u mnie... będzie poprawa i więcej aktywności - obiecuję.

A teraz coś "z innej beczki". Coś takiego "wpadło" mi w oko w sieci. 
Prawdziwe, dlatego pomyślałam, że warto gdzieś "przytrzymać", by czasem, gdy gorszy dzień nadchodzi, spojrzeć i uśmiechnąć się.:)

 

*źródło:
http://sphotos-c.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-frc1/311106_573530529332675_523483347_n.jpg




sobota, 23 lutego 2013

Więzień Nieba - Carlos Ruiz Zafon

To trzecia część z cyklu "Cmentarz zapomnianych książek". Dwie pierwsze również polecam, i zapewne kiedyś szerzej o nich wspomnę.

*zdjęcie ze strony: http://ecsmedia.pl/c/wiezien-nieba-b-iext7147926.jpg

Jaka jest moja refleksja po przeczytaniu? Tak sobie myślę, że trochę za krótka ta książka. Powiem wręcz, że kończąc ją miałam wrażenie, że to "zajawka" kolejnej części. Ale oczywiście może się mylę. Główny bohater to oczywiście Daniel Sempere, księgarz z "ojca i dziada". Ta część przybliża nam czas śmierci matki bohatera, oraz szerzej pokazuje losy przyjaciela - Fermino.
Więcej nie opowiem, zachęcam do czytania...:)

środa, 20 lutego 2013

Służące - Kathryn Stockett


Widziałam jakiś czas temu film. 
Zabawne, że kilka dni później gdy poszłam do biblioteki oddać książki, na półce z nowościami uśmiechnęły się do mnie "Służące". Nie można było nie zareagować. :)



Książka warta przeczytania. Mimo obejrzanego wcześniej filmu, z przyjemnością zagłębiłam się w lekturze. Trzy kobiety, w różnym wieku, z różnych środowisk, klas społecznych. Każda na swój sposób z trudnym życiem, poruszającymi przeżyciami. Opowieść rozgrywa się w Jackson w stanie Missisipi, w trudnych czasach dla "kolorowych". To, czego podejmują się bohaterki jest bardzo ryzykowne. Czy warto było, oceńcie sami.





*źródło okładki: http://mediarodzina.pl/zasoby/images/big/sluzace.jpg