Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienie. Pokaż wszystkie posty

24 czerwca, 2013

Dzień Ojca

Wczorajszy Dzień Ojca zbiegł się u nas z Mszą Św. na rocznicę Komunii Świętej Weroniki. Podwójny powód do świętowania.
Na początek poszliśmy na 10.30 do Kościoła. Potem pyszny obiad, po nim deser w postaci sernika na zimno (opiszę go niebawem w oddzielnym poście). 
Zrobiliśmy sobie sjestę poobiednią, a następnie wybraliśmy się całą familią na spacer. Zazwyczaj takie wyprawy odbywają się bez aparatu, czego potem żałujemy. Lecz wczoraj udało się go nie zapomnieć i tym sposobem mamy trochę wspólnych fotek.:)
Zanim wyruszyliśmy, w domu padły miny miesiąca, co widać poniżej. Myślę, że Marcin i Wercia, tym razem, pobili Tomka i Wojtka o głowę...;)


A tutaj już na spacerze. Rzadko udaje nam się zrobić zdjęcia w komplecie. Zazwyczaj któreś z naszych dzieci gdzieś "umyka" przy robieniu zdjęcia.:)
Mamy to szczęście, że mieszkając w mieście, jednocześnie jesteśmy otoczeni nieużytkami (spowodowanymi przez szkody pokopalniane), po których można się włóczyć niczym po łąkach.
Uchwycony w ostatniej chwili odlatujący bażant.:)


Tutaj tworzony z cieni totem indiański. Jak widać, po chwili nasza uwaga była już skupiona na "czymś" zupełnie innym.


Poniżej mama i tata.:)
 Kroczący w oddali Tomek, gdy zobaczył to zdjęcie zanosił się na swój widok śmiechem.

 Tutaj z kolei kilka naszych "zdobyczy" z dziedziny botaniki.;)
A na koniec spaceru, w drodze powrotnej, takie piękności spotkaliśmy. Dzieci były zachwycone tymi różami!
Na koniec czyszczenie stóp z piasku i drobnych kamyków. Pora do domu.:)

Jak wróciliśmy, od razu kąpiel. Marcinek padł w szlafroku, bez kolacji. Reszta ekipy również szybko oddaliła się na spoczynek. Mama i tata także...
Życzyli byśmy sobie więcej takich dni...:)

11 czerwca, 2012

Świnka :)

Żeby nie było w naszym domu, w tej szarej codzienności nudno, i aby było chociaż trochę w tej szarości oryginalnie odwiedziła nas... świnka.:)
A dokładniej, odwiedziła naszego Marcinka. Niespodziewanie, z zaskoczenia i lewostronnie. Jak to się stało? Cóż... spotkać się musieli jakieś trzy tygodnie wcześniej, ale wszystko wyszło na jaw niedawno.:)
W zeszłym tygodniu nasze najmłodsze dziecię jednej nocy zagorączkowało po czym, następnego dnia zaczęło dziwnie z jednej strony puchnąć. Z pierwszej chwili zwaliłam ten fakt na wyżynające się górne czwórki. Jednak lekko zaniepokoiła mnie solidność opuchlizny.
Jako, że w zeszłym tygodniu było Boże Ciało, doczekaliśmy do piątku i wizyta u lekarza potwierdziła moje przypuszczenia. Pani doktor nie kryła zdziwienia, bo już od dobrych kilku lat nie miała ani jednego przypadku świnki. Teraz na świnkę dzieci są standardowo szczepione, ale po pierwszym roku życia. Szczepienie Marcinka miałam dopiero w planach. Na szczęście Marcinek przechodzi ją dosyć łagodnie, i właściwie nie ma żadnych dolegliwości poza opuchlizną.
Teraz tylko z lekkim niepokojem czekam na informacje od przyjaciół z którymi spotkaliśmy się niedawno, czy aby ich młodszy synek nie złapał świnki od Marcinka. Mam nadzieję, że jednak nie, bo byłoby mi strasznie głupio, że tak wyszło.
Nasze pokolenie jeszcze nie było szczepione na świnkę (a przynajmniej nie w standardzie). Ja pamiętam, jak sama przechodziłam tę chorobę i wspominam to dosyć miło.:) Chorowałyśmy wspólnie ze starszą siostrą i spędzałyśmy wesoło czas, z szyjami opatulonymi szalikami.;)


19 maja, 2012

Roczek Marcinka

Minął już rok. Szybciutko.
Osiemnastego maja 2011 roku, o godzinie 0.45 przyszedł na świat nasz trzeci synek - Marcinek. Uwinął się ekspresowo.:)

Około 18.00 - 19.00, dzień wcześniej, zaczęły się lekkie, pojedyncze skurcze. Pojechaliśmy z mężem na zakupy, bo stwierdziłam, że jeśli to "już", to trzeba zaopatrzyć lodówkę, by odeszła jedna sprawa jak będę w szpitalu. Będąc w sklepie skurcze pojawiły się trzy razy (dosyć mocne), dlatego po powrocie zadzwoniłam do przyjaciół i poprosiłam by się zebrali, i tak lekko po 22.00 do nas podjechali. Byliśmy już wcześniej umówieni, że zajmą się dziećmi na czas porodu.
Natalka i Marcin byli jeszcze przed godziną dziesiątą. Ja natomiast czułam, że "temat" się rozkręca.:) Jeszcze zanim wyjechaliśmy do szpitala, a było to lekko po godzinie 23.00, puszczałam na Youtube piosenkę "Kobiety jak te kwiaty...", w interpretacji Zbigniewa Zamachowskiego i Grupy Mozarta. Polecam - ubaw przedni.
Tutaj jeszcze w domu, w brzuszku u mamy.:)

Do szpitala, przywiezieni przez Natalkę, dojechaliśmy około 23.30. Na chorzowskiej porodówce przywitała nas pielęgniarka z noworodków, którą pamiętałam z porodów Wojtka i Tomka (żałuję, że nie pamiętam imienia i nazwiska tej pani). Zostałam "zaproszona" do pokoju przygotowawczego, gdzie zaczęło się badanie ginekologiczne i tzw. wywiad. Okazało się, że rozwarcie jest już całkiem spore. Wywiad, o którym wspomniałam, to wypytywanie o wszystkie sprawy związane z obecną ciążą oraz wcześniejszymi ciążami i porodami.
Gdy skończyłyśmy - a trwało to godzinę - pożegnałam się z Natalką, która postanowiła wracać do naszych dzieci i do swego - wtedy jeszcze - narzeczonego. Ja poszłam z mężem do sali by przebrać się w koszulę. Po kilku minutach zaczęłam podążać na salę porodową. W sumie było to dosyć zabawne, bo przemieszczać się mogłam jedynie pomiędzy skurczami - były już na tyle silne, że nie mogłam iść w czasie ich trwania.
Na porodówce, po około 5 minutach Marcinek był już po tej stronie. Ciężko opisać pierwsze emocje, które przeżywałam przytulając nasze dzieciątko leżące na moim ciele. Trud porodu idzie w zapomnienie, a radość z obecności maleństwa jest nie do opisania. :)
Muszę tutaj wspomnieć, że chciałam Marcinka rodzić w pozycji tzw. kucznej, ale rozwarcie było na tyle duże, że nie miało to znaczenia jeśli chodzi o czas, dlatego zrezygnowałam. Marcinek narodził się na pierwszym skurczu partym.
Później wróciłam na salę poporodową, gdzie czekałam na przyjście męża i synka. Dzieciątko po porodzie zawsze jest badane, no i ubierane.:) Krzyś przyniósł nasze "małe zawiniątko", posiedział kilka minut i stwierdziliśmy, że lepiej by wracał do domu, bo jeszcze sporo nocy zostało, a od rana codzienność i emocje w domu. Wtedy zadzwonił do Marcina z pytaniem czy dałoby radę aby Natalka po niego przyjechała. No i tutaj było trochę śmiechu, bo Marcin sądził, że Krzyś go "wkręca", bo tak szybko chce wracać. :) Pamiętam, że jakieś 20 minut po pierwszej Natalka już była z powrotem. Zobaczyła naszego małego człowieczka, zrobiliśmy kilka fotek i pojechali do domu.
Oto kilka zdjęć naszego Marcinka z pierwszego roku życia.
Jeszcze w szpitalu.
Z mamusią i ucieszonym rodzeństwem.

Już w domu.
Z Tatusiem.
Pierwsze czytanki.
Usiadłem sobie sam - chciałby może powiedzieć.:)

Zaczyna raczkować.

Doskonale się bawi.
Marcinkowe "zaczepianie butelek", by popiszczały trochę.

A tutaj już nasz roczniak i jego torcik.






Życzymy Ci "STO LAT" Synku!:)

24 kwietnia, 2012

Tomek


Złości mnie fakt, że jakoś dajemy plamę jeśli chodzi o urodziny Tomeczka.

W sobotę skończył 4 latka. My oczywiście mamy "obsuwę" i planujemy świętowanie dopiero w tym tygodniu. Nawet mu nic nie powiedzieliśmy. A Weronice i Wojtkowi kazaliśmy się nie zdradzić.
Z tortem też pójdę "na żywioł" bo nie mam na ten moment pomysłu. Mam tylko nadzieję, iż przyjdzie mi taki pomysł na ten tort, że sama przed sobą się zrehabilituję...

Oto jak nasz nieświadomy niczego już czterolatek wyglądał w dniu swoich urodzin...


A tutaj takie małe wspomnienie, dzień gdy kończył trzy latka...


...dwa...


...roczek...


...i dzień, w którym przyszedł na ten świat...


...wspomnienia bezcenne. :)

Jeśli kiedyś zbierze mnie na wspominki porodowe, to opowiem jak to z każdym naszym Skarbem było.

04 kwietnia, 2012

A-ha Waiting for her

Dzisiaj przez pół nocy śniła mi się ta piosenka:



Mój ulubiony zespół w akcji.

A-Ha - Waiting For Her
Autorzy: Paul Waaktaar-Savoy/Magne Furuholmen

Waiting for her
That's all I ever do
Waiting for her

So why didn't I
Take the measures justified

Our love has always been the same
She comes, then goes away again
Oh yeah

She used to say
We didn't have the breaks we
should've had
Coming our way

But why didn't I
Take the time and put it right

Our love has always been
the same
She leaves me standing out in the rain
Oh yeah

Send her my love
She's all I'm thinking of
Oh yeah
I'm telling you

And when she's sleeping by my side
Eyes closed, all knowledge trapped
inside
Oh yeah

Why didn't I
Take the measures justified

Send her my love
She's all I'm thinking of
Oh yeah
I'm telling you

Chyba do końca życia będę wzdychać słuchając ich piosenek. Bogu dziękuję, że udało nam się z K. być na ich koncercie w Berlinie. Mimo, że wydawało się to niemożliwe, dzięki staraniom udało się zrealizować.

Takie przeżycia są bezcenne. I tylko nasze.:)

Dzięki nam wszystkie nasze dzieci lubią ten zespół. Nasze najmłodsze dziecię niesamowicie pozytywnie reaguje na muzykę, a jak słyszy piosenki A-HA, mam wrażenie, że jeszcze intensywniej reaguje. Czasem sobie myślę, że to może dlatego, iż jako jedyny był z nami na koncercie (pod serduchem moim) i odczuwał wszelkie pozytywne emocje, które ja przeżywałam uczestnicząc w koncercie.
Smutek mnie ogarnia jak sobie pomyślę, że już w tej konfiguracji ich nie usłyszę na żywo. Ale tak to jest, samo życie. Cieszy mnie fakt, że dali nam - fanom - aż 25 lat swojego życia i tyle fajnych utworów możemy teraz słuchać.

Nie oprę się pewnie i jeszcze niejedną ich piosenkę tutaj wrzucę.