sobota, 14 lipca 2018

Co przyniosą "powroty"...?

  Dziwnie wraca się gdzieś po długim czasie. Dziwnie z kilku powodów... 

  Myślę, że każdy z nas ma czasem takie odczucie - z jednej strony tęsknota za tym, co zostawiliśmy bez opieki - z drugiej świadomość co się pozmieniało i jaki to ma wpływ na teraźniejszość.
  Sporo myśli przenika w głowie.
  Myśl, czy wracać do pisania po tak długiej przerwie, czy ruszać to co zawieszone (ponad 50 wpisów w roboczych postach), czy odsłaniać swoje życie, czy dzielić się codziennością... czy może jednak odpuścić?
  Każdy pisze swoją historię życia. Każdy w swoim życiu coś przeżywa. Dużo wytrwałości wymaga dzielenie się tym "z biegu". Zastanawiam się, czy jeśli wrócę, to wytrwam w decyzji, by zostawić taki właśnie "ślad"?
  Jest też motywacja w postaci tych osób, które tu zajrzą i może wspomną o mnie ciepło...:) Bo ja o osobach, w których blogi zaglądam, myślę ciepło...
Jest jeszcze myśl, że może dla dzieci będzie to świetną kartką z kalendarza ich przeszłości. Stąd decyzja, że jednak spróbuję.:)
 
Zatem zapraszam do czytania, tych, którzy tutaj jeszcze zaglądają sprawdzając czy żyję oraz tych którzy może trafią tutaj niebawem...



poniedziałek, 26 czerwca 2017

Ile trwa naprawa pralki...

Ten rok jest dla mnie czasem próby w kwestii cierpliwości. Nie wiem jeszcze jaki to wszystko ma cel, ale wierzę, że będzie mi dane poznać powód.

Minął miesiąc - dokładnie wczoraj. 

Spod pralki 24 maja polała się woda. Na nasze szczęście (lub nieszczęście) kupując pralkę zdecydowaliśmy się na opcję pełnej ochrony i 5 letniego ubezpieczenia. Następnego dnia (25 maja) zgłosiliśmy do ubezpieczalni awarię pralki. Oczywiście procedury sprawiły, że fachowiec pojawił się dopiero we wtorek, czyli 30 maja i stwierdził, że jest pęknięty zbiornik. Mamy czekać. W mailu radośnie obwieszczono nam, że do 14 czerwca powinna do serwisu dotrzeć potrzebna część. 
Można się domyślić, jak funkcjonuje rodzina 7 osobowa bez pralki... Na szczęście Bóg czuwa, i znalazł się Ktoś, kto pożyczył pralkę... 
Ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu, 9 czerwca okazało się, że przyjedzie fachowiec i naprawi pralkę. Przyjechał, naprawił i kazał przez kilka godzin nie ruszać, bo musi coś, czym kleił wyschnąć. Czekamy. Wieczorem puszczamy pranie i... spod pralki dalej się leje.
Trzeba czekać do poniedziałku i kolejne zgłoszenie - reklamacja naprawy. Trzy dni czekania i 13 czerwca przychodzi kolejny Pan z serwisu. Okazuje się, że ten co przekładał zbiornik nie podłączył jakiegoś węża... Naprawia. Woda się nie leje, ale... sączy, na tyle subtelnie, że mokra podłoga zostaje zrzucona na kąpiące się w łazience dzieci. Czternastego jedno pranie, piętnastego przerwa, szesnastego drugie pranie, siedemnastego trzecie pranie i znów wycieka woda, teraz już konkretnie. Na tyle, że parkiet przy łazience lekko puchnie.:(
Znów trzeba czekać do poniedziałku by zgłosić usterkę - reklamację reklamacji naprawy. Na zgłoszenie Pani w ubezpieczalni odpowiada: "...w przeciągu 2-3 dni ktoś z serwisu skontaktuje się z Panią...". Nie wytrzymałam. Zareagowałam stanowczo, ale bardzo kulturalnie. Skomentowałam przebieg usterki, tryb naprawy, warunki ubezpieczenia, szybką obsługę i zadowolenie klienta, które ponoć gwarantują. Przynajmniej była reakcja, bo w przeciągu dwóch godzin zadzwoniła Pani z serwisu i oznajmiła, że w środę (21 czerwca), będzie serwisant. Owszem był, stwierdził, że to "błąd ludzki" - jego kolega nie dokręcił czegoś na grzałce. On to dokręcił, kazał poczekać, aż pralka przeschnie i zapewnił, że teraz, to już pralka będzie śmigać. 
Poczekałam do wieczora... nastawiłam pranie, dość sprawnie poszło (wręcz o wiele za sprawnie - bardzo szybko została wyprana zawartość), pranie przy wyjmowaniu było wyjątkowo zimne... Hm... Oczywiście u mnie w głowie zabłysła już czerwona lampka. Testuję dalej - włączam kolejny program, bo przecież trzeba nadrobić pranie z kilku dni (pożyczona pralka już została odłączona, bo nasza miała "śmigać")... Teraz to już był ekspres, 10 minut, ciągłe dolewanie wody i... zakończenie prania. Myślę sobie - pewnie coś fiksuje przez te wszystkie naprawy. Odłączyłam na jakiś czas pralkę z sieci, następnie nastawiłam timer, na poranne pranie. Po dziesięciu minutach pralka sygnałem dźwiękowym obwieściła zakończenie procesu. I tak trzykrotnie. OK - Poczekam do rana.
Rano jeszcze kolejna próba nastawienia jakiegokolwiek programu (choć bez wielkich nadziei) i oczywiście totalne fiksowanie programatora. Dobrze, że zanotowałam telefon do serwisu. Tuż po siódmej zadzwoniłam do serwisanta (przerwałam mu śniadanie). Oczywiście czwartek został już rozplanowany u klientów, więc pan miał się pojawić w piątek rano (czyli między 9.00 a 10.00). 
W piątek serwisant zdecydował, że zabierają pralkę do zdiagnozowania, i tam podejmą decyzję co do naprawy. Są dwie możliwe usterki - spalona grzałka, albo zepsuł się programator.  Dzwoniłam dziś przed południem z prośbą o informację co dalej. Na razie cisza - serwis milczy, a ja miesiąc nie mam swojej pralki...

Refleksji nasuwa mi się kilka, ale powstrzymam się z wyrażeniem ich do czasu, aż odzyskam sprawną pralkę.

Myślę, że niebawem opiszę, ile trwa naprawa samochodu... ;)

niedziela, 21 lutego 2016

14 miesięcy... i "Dobre i złe chwile"

Wracam z Mateuszem Ziółko, bo bardzo wiele się z nim kojarzy. Można by pomyśleć, że wyszłam i zgubiłam drogę do domu... 



I trochę tak było, ale nie dosłownie. Będę powoli wracać do "żywych". Wydarzyło się tak wiele, i spojrzenie na wiele spraw zmieniło barwy. W sumie naprawdę nie wiem od czego zacząć, i nawet teraz, gdy myślę o różnych wydarzeniach z ostatnich miesięcy łzy same płyną.
Wykorzystuję czas, bo u nas jeszcze tydzień ferii. Pogoda niestety niezimowa, więc raczej nici z jazdy na nartach... Trzeba za to wypełnić dzieciom możliwie jak najlepiej czas i dać im z tego co się da. 
Praca jest, więc nie mogłam doczekać się tego tygodnia - wreszcie upragniony urlop. Lubię to, co robię, ale wyczerpana jestem straszliwie. Cały etat, piątka dzieci i dom to duży wysiłek. Ale o tym kiedy indziej.
Dziś tylko tyle, że jestem i żyję. I wracam.