Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomek. Pokaż wszystkie posty

06 kwietnia, 2014

Migawka

Tak wygląda styrany ćwiczeniami na klawiszach ośmiomiesięczny szkrab.;)
Nie mogłam się powstrzymać.:-))
Niedziela mija dziś spokojnie, może poza krótkim "fochem", który dopadł Wercię, ale na szczęście szybko minął. Nie daliśmy się z mężem sprowokować.;) 
Wojtek miał służbę o siódmej, więc z rana pojechaliśmy razem. Stwierdził, że on woli poranne służby, bo potem ma cały dzień wolny. Wcale mu się nie dziwię, jak jak byłam młodsza to zazwyczaj rano chodziłam, wieczorami tylko sporadycznie.
Marcinek ćwiczy. Mówienie. Widzę jak się stara, jak wprowadza powoli nowe wyrazy do swojego słownictwa, błysk w oku i satysfakcja gdy się uda wyraźnie powiedzieć. Dziś na tapecie "mama...łaga" czyli mambałaga. Piękne to.
Przyjemnie jest patrzeć jak dzieci wspólnie się bawią. Oni z radością spędzają ze sobą czas, pomimo różnicy wieku potrafią się sobą zająć.
Ach i jeszcze nasze wiosenne "zdobycze" z minionego tygodnia!

16 grudnia, 2013

Skrzydła anioła * (aktualizacja)

Wczorajsza niedziela, zaczęła się dla nas wcześnie. Wojtuś miał służbę na 7.00 rano, więc pobudka była niewiele później jak na roraty. Natomiast w popołudniowej części, dla mnie upłynęła pod hasłem "strój aniołka". 
Tomek w najbliższy piątek ma w przedszkolu jasełka. Występuje w roli aniołka. Pani wystosowała prośbę o przygotowanie stroju. No i z tego powodu tworzyłam wczoraj skrzydła anioła.:) W sumie jestem zadowolona z efektu. Zrobiłam je z tektury, czterech kartek zwykłego papieru A4, białej bibuły i szerokiej białej gumy. Dodatkowe pomoce, to nożyczki, klej do papieru, igła i biała nić. Dorzucę zdjęcia, jak tylko je zrzucę z aparatu. To jest pięciolatek, więc uznałam, że nie będę szykowała mu nie wiadomo jakiego stroju. Tym bardziej, że będą to jasełka grupowe, a nie ogólnoprzedszkolne. Reszta stroju, to będzie biała bluzeczka, białe rajstopy, opaska z gwiazdką na czoło.
Poza tym musieliśmy usiąść z mężem wieczorem (jak już wszystkie pociechy zasnęły), domówić temat gwiazdkowych prezentów i przygotować listę spraw do ogarnięcia w tym tygodniu. Skończyliśmy na tyle późno, że rano mój kochany Małżonek, ze zmęczenia, przysnął na roratach (takie sytuacje mu się nie zdarzają). Z resztą, Wojtek z powodu późnego wyjścia z domu dzisiaj na roratach nie służył.
Dzisiaj natomiast codzienne i dodatkowe sprawy do ogarnięcia. :) Czas goni, a są rzeczy, które zrobić trzeba mimo, że na święta wybieramy się do Rodziców. Np. będziemy lepić uszka z grzybami (robię je wcześniej i mrożę). Poza tym, chciałam zrobić kartki na święta. Niestety nie dla wszystkich, ale przynajmniej dla naszych Dziadków, a pradziadków naszych dzieci. Pomysł już mam, efekty zamieszczę jak najszybciej się uda.
Zmykam.:)

* Jednak szatkę dla mojego Anioła zrobiłam.
Oto zdjęcie skrzydeł i Aniołka.:)




17 czerwca, 2013

Kakao

Ostatnio z mężem doszliśmy do wniosku, że wybryki naszych dzieci "przyłapane" powinniśmy fotografować, a potem krótką notką upamiętniać. Zważywszy, że dzieje się wiele. Przy czwórce dzieci prawie codziennie są sytuacje warte zapamiętania.:)
Piszę to w kontekście chociażby minionego tygodnia. We wtorek przed południem, Marcinek wysypał pół pudełka kakao. Stało się to w momencie, jak Wercia zbierała się do szkoły. Zrobił to ewidentnie dla zabawy, sądząc po efekcie, sypał nim jak piaskiem w piaskownicy. Przyłapany, był niesamowicie z siebie zadowolony. Pół kuchni było w pyle kakaowym. On sam cały pod prysznic. We mnie złość, że świeży zapas do pudełka wsypany i już połowy nie ma. Ale nic - trudno. Do tego, dodatkowa praca, bo trzeba to "draństwo" dokładnie wysprzątać, a w ósmym miesiącu ciąży - wiadomo. Do tego w czasie mycia tłumaczenie dwulatkowi, że nieładnie postąpił, że teraz będą mieli mniej kakao do picia, itd..
Tego samego dnia, po powrocie chłopców z przedszkola dalszy ciąg. Zajęłam się rozwieszaniem prania na suszarce. Robiłam to w dużym pokoju z powodu deszczowej pogody. W tle słyszałam perlisty śmiech Marcinka i Tomka. Nawet sobie pomyślałam, że pięknie się bawią w pokoiku (tam byli gdy szłam z praniem), skoro tak się chichrają... Lecz wtedy przyszedł do mnie Wojtek, którego widocznie śmiechy chłopców też zainteresowały i powiedział do mnie: "Mamo, a wiesz, że Marcin z Tomkiem w kuchni rozsypują kakao?" Masakra. Wchodzę i co widzę? Tomek stoi w odległości około pół metra od Marcinka siedzącego na blacie kuchennym, z pustym już pudełkiem kakao w dłoniach. Obydwaj przeszczęśliwi. Tomek częściowo oprószony, Marcin ponownie cały w pyle kakaowym. Kuchnia oczywiście też w kolorach brązu. Mi już ciśnienie podskoczyło na sam widok kuchni. Szybkie rozbieranie z ubrań, po czym dostali ode mnie nakaz udania się do swojego pokoju z zakazem wychodzenia do póki nie pozwolę. W tym czasie córka wraca ze szkoły i zastaje kuchnię ponownie w kakao. Do tego pytanie: "Jeszcze od rana to kakao tutaj?"... Wrr. Tłumaczę, że to drugie zdarzenie. I znów czyszczenie kuchni. Zapach kakao odczuwalny do wieczora...:) Teraz to mi trochę żal, że nie uwieczniłam tego co tam się działo... 
Z perspektywy, sam widok był przezabawny.:)

16 października, 2012

Policjant

Dzisiaj w przedszkolu moich dzieci był z wizytą policjant. 
Dokładniej, to było ich dwoje - pani i pan. Dzieci otrzymały w prezencie odblaski, nawiasem mówiąc zakupione przez przedszkolną Radę Rodziców, a wręczone jako prezent od  Policji. Nasz Policja jest ponoć za biedna na takie gadżety.
Dwie świeże anegdotki z życia rodzinnego z tym związane.

I
Wczoraj wieczorem, krótko przed snem wspomniałam Wojtusiowi, że jutro mają wizytę policjanta, na co ten, leżąc już w łóżku, mówi do mnie: 
- Wiem mama, i wiem, że dostaniemy niby od nich odblaski, ale tak naprawdę to nie od nich, tylko od pani. 
Nieco rozbawiona zapytałam:
- A skąd to wiesz? 
Na co on mi mówi:  
- Bo ja słyszałem, jak pani Grażynka pytała dzisiaj panią Tereskę, gdzie te odblaski na jutro odłożyła... 
I wszystko jasne, ale z odblaska (? - nie wiem czy dobrze odmieniłam) i tak się ucieszył.;)

*Odbierając go, wspomniałam o tej rozmowie pani Teresce, którą ten komentarz lekko rozbawił. Stwierdziła, że czasem wydaje się, iż dzieci zajęte zabawą zupełnie nie zwracają uwagi na wymianę zdań między paniami - a jednak jest inaczej.

II
Gdy odbierałam Tomka, podczas ubierania, pani Agnieszka podeszła do nas i zapytała czy Tomek opowiedział już mamie jakiego gościa mieli w przedszkolu. Ten podekscytowany powiedział: Policjanta! Więc pani dopytała, czy mówił już o co dzisiaj zapytał pana policjanta. Ten stwierdził, że nie powie, bo już nie umie opowiedzieć o co go zapytał. Po takim stwierdzeniu pani Aga zapytała go, czy w takim razie ona może mi opowiedzieć. Otrzymała zgodę na relację, no i dowiedziałam się.:)
Otóż, gdy policjanci byli na spotkaniu w młodszych grupach, generalnie było cichutko, bo dzieci z przejęciem słuchały gości. Pod koniec spotkania padło pytanie, czy dzieci chciałyby policjantów o coś zapytać. Zapadła cisza jeszcze większa, i wydawało się, że pytań nie będzie. Nagle Tomek wstał i głośno zapytał: 
- Przepraszam, a czy zabierze mnie pan na swoją bazę? 
Ponoć pytanie było na tyle zaskakujące, że policjant ledwie opanował śmiech i powiedział, że na komisariat zabiera się tylko łobuzów, a on na pewno jest grzecznym chłopcem i nie ma potrzeby go tam zabierać. Nie wiem na ile taka odpowiedź go zaspokoiła, mam tylko nadzieję, że nie zacznie łobuzować, by móc znaleźć się w "bazie" policjantów...;)
Ktokolwiek, kto choć trochę zna naszego Tomka, i pamięta, że jeszcze w maju niewiele mówił, a jeśli mówił to nie zawsze wyraźnie, do tego wypowiadając się na forum, robił to cichutko i zawstydzony, jest w stanie pojąć jak zabawnie musiało to zabrzmieć.
Panie ponoć o mało nie padły z rozbawienia.:)

31 maja, 2012

Zepsute żelki

Wczoraj mój Małżonek pyta mnie: "Chcesz zepsutego żelka"?

Z pierwszej chwili sądziłam, że coś źle usłyszałam, albo chce sobie ze mnie zażartować.:) Dopytałam i okazało się, że słyszę dobrze. Odpowiedziałam zaczepnie: "Chcę." I czekałam co będzie dalej.
Słysząc moją zgodę, mój Drogi Małżonek, wyjmuje z szafki żelki Haribo, mieszankę różnych rodzajów żelków (przekrój smaków i rodzajów). W paczce było ich już niewiele, ale wśród nich zostało jeszcze kilka sztuk z lukrecją (nasze ulubione). Zapytałam o co chodzi z tymi zepsutymi, no i usłyszałam taką historię...
Kilka godzin wcześniej, mój Małżonek przyuważył, że Tomek poczęstował się żelkiem (akurat takim z lukrecją w środku) i po chwili, po dokładnym obgryzieniu pierwszej warstwy, ciemniejszy środek (czyli lukrecję) wyrzucił do kosza. Mąż jakby mimochodem zapytał: "Co robisz Tomeczku"? Na co nasz synek najzwyczajniej w świecie odpowiedział: "Wyrzucam żelka, bo jest zepsuty". "Ale on nie jest zepsuty" - bronił żelka Mąż, na co usłyszał: "Jest zepsuty, jest niedobry"!
Nasz czterolatek - jako, że znał smaki różnych żelków, a nie posmakowała mu czarna masa w środku żelka - uznał, iż na pewno żelki, które ją zawierają są zepsute. A co się robi z rzeczami zepsutymi? Do kosza. ;)

Nie pojedliśmy tym razem szeroko omawianej dziś lukrecji.:) Po oględzinach okazało się, że jej znakomita większość spoczywa już w koszu na śmieci...

24 kwietnia, 2012

Tomek


Złości mnie fakt, że jakoś dajemy plamę jeśli chodzi o urodziny Tomeczka.

W sobotę skończył 4 latka. My oczywiście mamy "obsuwę" i planujemy świętowanie dopiero w tym tygodniu. Nawet mu nic nie powiedzieliśmy. A Weronice i Wojtkowi kazaliśmy się nie zdradzić.
Z tortem też pójdę "na żywioł" bo nie mam na ten moment pomysłu. Mam tylko nadzieję, iż przyjdzie mi taki pomysł na ten tort, że sama przed sobą się zrehabilituję...

Oto jak nasz nieświadomy niczego już czterolatek wyglądał w dniu swoich urodzin...


A tutaj takie małe wspomnienie, dzień gdy kończył trzy latka...


...dwa...


...roczek...


...i dzień, w którym przyszedł na ten świat...


...wspomnienia bezcenne. :)

Jeśli kiedyś zbierze mnie na wspominki porodowe, to opowiem jak to z każdym naszym Skarbem było.