czwartek, 29 listopada 2012

Houston, mamy problem - Katarzyna Grochola

Świeżyzna polecona przez panią Bibliotekarkę.:)

Houston, mamy problem! - Zapewne jest trochę osób, które w taką myślą reagują na sytuacje nie przewidziane, powiedzenie bardzo popularne.:)
Bohater książki - 32 letni mężczyzna - o oryginalnym imieniu Jeremiasz, zmaga się ze swoją codziennością. 
Wchodzimy w jego życie w niezbyt ciekawym momencie, chociaż patrząc z innej strony, może jest to właśnie  najciekawszy moment.
Spojrzenie prezentowane w stylu męskim momentami mnie zadziwia, ale mogę uczciwie stwierdzić, że książka warta jest przeczytania.
Potrafi rozśmieszyć i wzruszyć. Nie każda książka jest taka, że gdy musimy z jakichś powodów przerwać jej czytanie, to myślimy co będzie dalej - a ta do takich należy. Dlatego polecam.

* zdjęcie okładki pochodzi ze strony: http://www.grochola.pl

środa, 14 listopada 2012

Od kilku dni przyglądam się CHUSTCE.
Wiem, że późno zaczęłam, ale tak sobie myślę, że aby spotkać kogoś Pięknego, nigdy nie jest i nie będzie za późno.
Nawet jeśli dzieje się to poprzez pozostawione słowa.
Czytam po kawałku i płaczę. Porusza mnie praktycznie każdy wpis. Dziękuję Bogu za to, że mogłam, mogę spotkać osobę, która swą wrażliwością, poczuciem humoru i refleksją przypomina co jest w życiu najważniejsze.
Polecam przyjrzeć się Chustce.

niedziela, 11 listopada 2012

Matka wszystkich lalek - Monika Szwaja


Wreszcie się udało.  Dlatego piszę wreszcie, bo z powodu gonitwy i codzienności miałam ostatnio zastój z czytaniem. Jak się już zabierałam za książkę, to po kilku zdaniach zasypiałam najzwyczajniej w świecie.


Monika Szwaja to jedna z moich ulubionych autorek. Lubię styl jej książek.
Książka o której teraz piszę, to opowieść o dwóch kobietach - Klarze i Elżuni. Historie osadzone w różnych czasach i odmienne bardzo. Oczywiście obie historie gdzieś się splotą. Nie będę zdradzać jak i kiedy, bo może ktoś się skusi, by przeczytać. W każdym razie problemy z jakimi borykają się bohaterki skłaniają do refleksji. Polecam.
Jedynie tylko mogę powiedzieć, że czuję niedosyt z powodu zbyt krótkiego zakończenia. Nie miałabym pani Monice za złe, gdyby tam coś ciekawego "doplotła" i można by było czytać dłużej o perypetiach bohaterów. Ale to już życzenie nie do nadrobienia.;) Może właśnie chodzi o to, by ten niedosyt popchnął mnie do kolejnej książki jej autorstwa...


*zdjęcie okładki pochodzi ze strony www.monikaszwaja.pl



wtorek, 6 listopada 2012

Rudzka jesień

Wczoraj wieczorem nie dałam rady napisać, bo kiepsko się czułam, ale dzisiaj już się chwalę.;)
W minionym miesiącu (13 października) w naszym mieście odbył się Pierwszy Plener Malarski dla dzieci i młodzieży. Został zorganizowany przy naszym Muzeum Miejskim w ramach programu "Rudzka jesień kulturalna 2012". 
Wyglądało to tak, że przez ok. godzinę dzieci robiły w plenerze szkice wybranych obiektów, następnie wracały do muzeum i tam kończyły swoje prace. Całkowity czas trwania pleneru to ok. 3h.
Poinformowano nas, że wyniki konkursu plenerowego zostaną ogłoszone 5 listopada i tego dnia zostanie otwarta wystawa poplenerowa, która będzie udostępniona do 25 listopada.

Wczoraj, właśnie z tego powodu udałyśmy się do Muzeum. Przyznam, że wiedziałam, iż praca Werci została dostrzeżona, bo w zeszłym tygodniu miałam telefon z muzeum. Ale tylko tyle, nie znałam żadnych szczegółów. Jej oczywiście nic nie mówiłam, by była większa niespodzianka.

Oto nasza laureatka konkursu.;)


Poniżej jest jej praca. Weronika rysowała zabytkową kamienicę z kolonii robotniczej przy ul. Kościelnej.


A na koniec wspólne zdjęcie prawie wszystkich laureatów tegorocznej edycji konkursu.


W tym temacie tyle. Dodam tylko, że jestem z niej naprawdę dumna.:)

niedziela, 4 listopada 2012

Cynamonki - bułeczki cynamonowe

 Zainspirowana zjedzoną jakiś czas temu bułeczką w SCC, w mini kawiarence Cinnabon, postanowiłam, że spróbuję zrobić takowe bułeczki sama. Według własnego przepisu, na tzw. czuja.;)
Wyszło mi coś takiego:


Oto mój przepis:

Składniki:
Ciasto:
ok. 3 szkl. maki
50 g drożdży
1 szkl. cukru (kryształ)
1 szkl. mleka
2 czubate łyżeczki masła ( wcześniej roztopione)

Ciasto wyrabiam jak zwykłe drożdżowe. Ja drożdże rozpuszczam w ciepłym mleku z łyżką cukru i łyżką mąki i dodaję do reszty składników, jak zaczną pracować.

Nadzienie:
cynamon - 3 łyżeczki od herbaty
cukier trzcinowy ok. 6 - 7 łyżeczek od herbaty
Mieszam składniki razem dokładnie. 
łyżka masła roztopionego

Rozwałkowane na prostokąt ciasto smaruję masłem, a następnie posypuję mieszanką. Zwijam w rulon i kroję na plastry grubości około 3 cm.


Piekłam je w temperaturze ok. 160 - 170 st. C jakieś 20-25 minut.


Polewa
Część I
Serek homogenizowany o smaku waniliowym
rozcieńczony z mlekiem tak, by był lekko płynny
Część II
Pół kostki gorzkiej czekolady
około 50 ml śmietanki 30%
około 50 ml mleka 2%
Czekoladę podgrzałam w rondelku razem z mlekiem i śmietanką, wymieszałam na jednolitą masę. Odstawiłam. Czekolada musi być lejąca by efektowniej polać nią ciastko. Bułeczkę polewałam częścią I i II. Wygląda całkiem nieźle, a smakuje jeszcze lepiej. :)

Oczywiście jak zakończyłam swoje eksperymenty, znalazłam całkiem podobny przepis tutaj. Na pewno go wypróbuję w najbliższym czasie.
Cynamonki nasze dzieci jadły "na sucho", ja polecam z sosem.:)
Życzę smacznego!

piątek, 2 listopada 2012

Fasolka po bretońsku


Składniki:
500 g fasoli Jaś
350 g boczek surowy wędzony
2 średnie cebule
2 - 3 ząbki czosnku
2 - 3 łyżki stołowe majeranku
koncentrat pomidorowy 500 ml
1 łyżka mąki (opcja)
sól, pieprz do smaku 

Fasolę przepłukuję i: 
- jeśli mam czas, zalewam letnią wodą i zostawiam na noc, 
- albo zalewam wrzątkiem i odstawiam na jakieś 30 - 40 minut, by "napiła się" wody. 
Przy gotowaniu wspomagam się szybkowarem, więc gotuję fasolę pół godziny. W tym czasie pokrojony w słupki boczek podsmażam na małym ogniu, by się wytopił, po czym przekładam do garnka z ugotowaną fasolką. Potem, na tej samej patelni duszę pokrojoną w paseczki cebulę. Po zeszkleniu również ląduje w garnku. Wszystko gotuję na maleńkim ogniu. Dodaję majeranek. Koncentrat rozrabiam z solą, pieprzem i odrobiną wywaru z fasoli (i czasem z łyżką mąki), po czym dodaję do fasoli i gotuję całość ok 20 - 30 minut. Oceniam po wyglądzie stan, więc trudno mi dokładnie sprecyzować ile to ma potrwać. Wyłączam gaz, odstawiam i doprawiam po lekkim przestygnięciu.
Jak dla mnie i mojej rodziny, fasolka to przepyszne danie. Polecam na jesienny posiłek. Smacznego!:)

*zdjęcie dodam później, by nie przetrzymywać posta.:)