13 kwietnia, 2012

Grzech

Nasze pierworodne dziecię w klasie ma jedną ze swoich przyjaciółek.
Dziewczynki spotykają się co jakiś czas po szkole, by się wspólnie pobawić. Ostatnio Wercia była u Paulinki.
Dwa dni temu, w trakcie rozmowy telefonicznej, mama Paulinki zapytała mnie, czy mówiła mi już o grzechu. Nieco zaciekawiona powiedziałam, że nie.
Wszyscy wiemy, że w trakcie zabawy, dzieci zazwyczaj dużo rozmawiają. W pewnym momencie tata Paulinki usłyszał jak moje dziecko mówi:
- No, a ja mam grzech nieczystości.
Zaczął się zatem przysłuchiwać rozmowie prowadzonej przez dziewczynki. (Rozmawiały na temat spowiedzi i grzechów - temat na topie, bo niebawem pierwsza spowiedź w ich życiu.)
P. zapytała jaki to grzech bo ona to nie wie czy go ma. Na co moje dziecię odpowiedziało, że ona to ma "ten" grzech, bo mama jej mówi, że ma brudno, jak nie chce jej się sprzątać w pokoju. Zatem to jest na pewno grzech nieczystości... :)
Po takim stwierdzeniu, Paulinka ponoć doszła do wniosku, że w takim razie ona też ma taki grzech.

Cóż...
Wiemy już z mamą Paulinki, o czym będziemy musiały wspomnieć przygotowując nasze pociechy do spowiedzi...:)

05 kwietnia, 2012

Obiecanych wspomnień odrobina

Drugi tydzień ferii - wspomnienie. Jaki był?

Wróciliśmy ze Szklarskiej i zaczęliśmy się ogarniać. Mrozy trzymały cały czas, więc w rodzinnej atmosferze i domowym spokoju czekaliśmy na spadek temperatur i planowaliśmy szaleństwo na sankach i ewentualny - jednodniowy, wyjazd w góry na narty.

W środę przed południem zadzwoniła do mnie Aga i z rozpaczą w głosie powiedziała, że Konrad miał wypadek. Nie wiedziała jeszcze nic. Coś mnie podkusiło i wrzuciłam od razu zapytanie do przeglądarki. Trafiłam na "świeży" link do zdjęć z wypadku. (Dostęp do informacji czasem może być jak przekleństwo.) Samochód wyglądał masakrycznie. Oto informacja jaką znalazłam.

Jak zobaczyłam zdjęcia to zamarłam, co jeszcze bardziej przeraziło Agnieszkę. Szybki podgląd tekstu i dobra informacja - Konrad żyje, był przytomny gdy zabierały go służby medyczne do szpitala.

Około 2h niepewności co z nim i wreszcie jakieś dobre informacje. Wyszedł cało z wypadku, samochód całkowicie skasowany. Wszystkie osoby, które widziały zdarzenie i to, co pozostało z samochodu komentują, że to cud. Mogła być tragedia. Bogu dzięki, że tak się nie stało! Chwila rozmowy z Agą i szybka decyzja. Za kilka minut stoję już na przystanku i czekam na autobus do Katowic, potem w pociąg do Warszawy, szybka przesiadka i już jadę do Siedlec.

Kolejne dni były intensywne, ale naznaczone radością, że Konrad wyszedł cało ze zdarzenia. Radość dla mnie - mogłam spędzić trochę czasu z dziećmi siostry i szwagra. Poza tym, przyłożyłam rękę do stroju na bal przebierańców i Jaś miał kolczugę do stroju rycerza. Wyglądał zachwycająco i był pełen dumy i radości z faktu, że jest rycerzem. Oto jak się prezentował:

Konrad ledwo chodził. Ale to nie dziwne, po takim zdarzeniu będzie potrzebował czasu by organizm doszedł do siebie. Fizyka swoje zrobiła. Dochodzić do siebie musi. Absurdem jest podejście - najogólniej mówiąc „służby zdrowia” – ale o tym nie mam ani siły ani ochoty się teraz rozwodzić.

Do domu wróciłam w sobotę późnym wieczorem. Krzyś miał pracowite dni, bo był sam z dziećmi. Ponoć Marcinek raczkował po całym domu i wołał "mama, mama, mama" - jak to słyszałam to serducho mi się ściskało. Starsze dzieci też tęskniły, ale z nimi mogłam przez telefon pogadać.

I tyle wspomnień.

Za to jest każdego dnia wdzięczność Bogu, że Anioł Stróż tak pięknie rozpostarł nad nim skrzydła.:)