26 czerwca, 2013

A-ha Angel In The Snow



A-ha Angel In The Snow
Angel, angel or so
Wherever you may go
Hmm, yeah...
I'll follow
Wherever you may go

And always will I be there
Shake worries from your hair
Hmm, yeah...
I'll be there
Always

Angel, angel or so
Wherever you may go
Hmm, yeah...
I'll follow
Wherever you may go

You're my angel in the snow
You're my angel in the snow

Autor: Paul Waaktaar-Savoy


Balsam dla ucha. Przepadam za tym utworem. Ma trochę lat, ale cały czas brzmi przepięknie... :)

24 czerwca, 2013

Dzień Ojca

Wczorajszy Dzień Ojca zbiegł się u nas z Mszą Św. na rocznicę Komunii Świętej Weroniki. Podwójny powód do świętowania.
Na początek poszliśmy na 10.30 do Kościoła. Potem pyszny obiad, po nim deser w postaci sernika na zimno (opiszę go niebawem w oddzielnym poście). 
Zrobiliśmy sobie sjestę poobiednią, a następnie wybraliśmy się całą familią na spacer. Zazwyczaj takie wyprawy odbywają się bez aparatu, czego potem żałujemy. Lecz wczoraj udało się go nie zapomnieć i tym sposobem mamy trochę wspólnych fotek.:)
Zanim wyruszyliśmy, w domu padły miny miesiąca, co widać poniżej. Myślę, że Marcin i Wercia, tym razem, pobili Tomka i Wojtka o głowę...;)


A tutaj już na spacerze. Rzadko udaje nam się zrobić zdjęcia w komplecie. Zazwyczaj któreś z naszych dzieci gdzieś "umyka" przy robieniu zdjęcia.:)
Mamy to szczęście, że mieszkając w mieście, jednocześnie jesteśmy otoczeni nieużytkami (spowodowanymi przez szkody pokopalniane), po których można się włóczyć niczym po łąkach.
Uchwycony w ostatniej chwili odlatujący bażant.:)


Tutaj tworzony z cieni totem indiański. Jak widać, po chwili nasza uwaga była już skupiona na "czymś" zupełnie innym.


Poniżej mama i tata.:)
 Kroczący w oddali Tomek, gdy zobaczył to zdjęcie zanosił się na swój widok śmiechem.

 Tutaj z kolei kilka naszych "zdobyczy" z dziedziny botaniki.;)
A na koniec spaceru, w drodze powrotnej, takie piękności spotkaliśmy. Dzieci były zachwycone tymi różami!
Na koniec czyszczenie stóp z piasku i drobnych kamyków. Pora do domu.:)

Jak wróciliśmy, od razu kąpiel. Marcinek padł w szlafroku, bez kolacji. Reszta ekipy również szybko oddaliła się na spoczynek. Mama i tata także...
Życzyli byśmy sobie więcej takich dni...:)