08 października, 2013

Ślubowanie

I po ślubowaniu. Teraz Wojtuś jest już 100% uczniem.;-) Zadowolony z tego bardzo.

Cała ceremonia przebiegła bardzo sprawnie, okraszona pewną dozą humoru w wykonaniu Pana Dyrektora.:-)


Był też krótki występ pierwszaków po ślubowaniu. Wesoła piosenka o literkach i inscenizacja ze Smerfami wkraczającymi w świat nauki uświetniły uroczystość.

Nasza dziatwa, która była na ślubowaniu (wszyscy oprócz Tomeczka, ten był w przedszkolu), spisała się doskonale. Wercia miała lekcje później, więc udało się jej uczestniczyć w uroczystości. Tak oto uczestniczyli chłopcy w całym zdarzeniu, Franek...
...i Marcinek.:)

 Nie mogłam się powstrzymać.;-) Tutaj jeszcze nasz Pierwszak na rozpoczęciu roku szkolnego...

... i w ławce szkolnej.



Tyle króciutko i na szybko.

03 października, 2013

Już październik, a ja milczę...

A milczę najzwyczajniej dlatego, że nie mam siły i czasu usiąść do pisania. Pisać jest o czym.
Wercia i Wojtek w szkole, czwarta i pierwsza klasa, więc trzeba doglądać - szczególnie pierwszoklasistę, bo potrafi tworzyć. Piękne rzeczy.;)
Tomek do przedszkola i codziennie rano marudzenie, bo nie ma siły wstawać, choć samo przedszkole lubi.
Marcinek ma tydzień przygód. Niekoniecznie przyjemnych. W poniedziałek musieliśmy na pogotowie i do dentysty jechać, bo potknął się schodząc po schodach i uderzył buzią w szczebel metalowy od barierki schodów. Jedynka zwichnięta - opis chirurga, ale chyba do uratowania będzie. W najbliższych dniach się okaże. W każdym razie w najbliższy poniedziałek jeszcze ponowna kontrola u dentysty by ocenić, czy ząb ocalał (jest ryzyko obumarcia). 
Dzisiaj Franek kończy 2 miesiące. Rośnie zdrowo, wczoraj był pierwszy raz na spacerze w nosidełku. Jest silny, dużo leży i śpi na brzuszku, więc główkę trzyma ładnie. To nosidełko, to z przyczyn praktycznych było, bo nie miałam siły targać gondoli z czwartego piętra. Był zadowolony, nawet się zdrzemnął. Jedyne co go drażniło, to powiewy wiatru, bo bidulek wstrzymywał wtedy oddech. 
A ja cóż... Też mam gorsze dni. O godzinie ósmej wieczorem czuję się zmęczona jakby była co najmniej jedenasta. Brakuje mi siły, w ciągu dnia łapie mnie kryzys i najchętniej poszłabym wtedy spać, a tu się nie da. Kręgosłup do tego daje popalić. Niestety nie mam innej opcji, w postaci choćby babci czy cioci do pomocy, więc muszę "dać radę". Na szczęście stan ducha na tyle dobry, że mimo trudów fizycznych, jeszcze daję radę. 
Głowa rodziny też pada z nóg. Z powodu naszych wspólnych niedomagań nie ma jak porozmawiać, by chociaż na bieżąco obgadać ważne tematy. Jest tylko wymiana informacji. Liczę, że w weekend nadrobimy.
O "dolegliwościach" szarej codzienności nie będę pisać, bo nie warto. 
Jutro u Wojtusia ślubowanie pierwszoklasistów. Postaram się coś "wrzucić". Liczę, że uda mi się zrobić jakieś zdjęcia.
Pozdrawiam serdecznie zaglądających tutaj "Ludzików". :)